tegoroczny finał ligi mistrzów, należy (moim zdaniem) do tych nielicznych meczów, z których bez trudu da się wychwycić zdarzenia, które miały ewidentnie decydujący wpływ na wynik, a każde z nich było błędem tylko jednej strony- Bayern.  Również każde z nich nie było dziełem ślepego losu, można ich było bez problemu uniknąć. Oto one:

1. Zdjęcie z boiska napastnika Muellera,  i wprowadzenie dla pilnowania wyniku Van Buyten'a. Wina po stronie trenera. Podczas konferencji prasowej Heynkes niepewnie tłumaczył ten fakt bólem łydki, i że nie chciał narażać zdrowia zawodnika.

2. Karny Robben. On sam wyrwał piłkę Gomezowi i pobiegł strzelić. Dlaczego trener nie wykluczył Robbena z egzekwowania karnych w meczu?, a miał przecież po temu powody...

3. Schweinsteiger, "Basti fantasti". Najważniejszy mecz w karierze, a on nonszalancko, na dwa tempa, trzy metry rozbiegu i słupek...

Reasumując, w tym meczu najsłabszym punktem Byern'u był ich trener.

Jeśli idzie o Chelsea, to mieli Drogbę...